|
|
WPADKI
Strona główna
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
Na próby pani kazała przynieść rekwizyty. Ja musiałam przynieść lusterko, gdyż grałam dziewczynkę, która się w nim przegląda.
Przyszedł dzień przedstawienia.
Przebierając się mieliśmy wziąć też swoje rzeczy i przyjść pod scenę.
Ja nie mogłam znaleźć lusterka!
Pomyślałam, że ktoś już je wziął. Niestety, nikt go nie brał.
Wszyscy zaczęli wielkie poszukiwania.
Za 15minut mieli już się zbierać goście, a my nie jesteśmy przygotowani!
Wtedy pani Lidka wzięła niebieską kartkę papieru i wycięła lusterko. Ładnie ozdobiła je wzorkami.
Nikt się nie zorientował, że to nie te lusterko co trzeba.
Wszystko poszło zgodnie z planem.
Magda
grająca Mariankę w "Krainie Dobrej Myśli"
2011-02-16 08:38:57
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
Za chwilę miało się rozpocząć przedstawienie. Pani Lidka zaczęła malować dzieci. Ja miałam rolę króla. Gdy wszyscy już byli gotowi, pani podeszła do mnie i zaczęła malować mi twarz. Kiedy skończyła podała mi lusterko, przejrzałam się w nim i nie mogłam uwierzyć, że to ja. Miałam wąsy i brodę.
Przedstawienie już się zaczęło, a ja już przy pierwszym kroku na scenę zobaczyłam roześmiane twarze dzieci na widowni. Starałam się, by nie roześmiać się razem z nimi. Zdawałam sobie sprawę z tego, że wyglądam śmiesznie.
Między przedstawieniami mieliśmy krótka przerwę. W pełnym królewskim makijażu poszłyśmy z koleżanką na obiad. Kiedy stałyśmy w kolejce wszyscy patrzyli na nas z uśmiechem. Na korytarzu natknęłyśmy się na kolegów z klasy. Tu zaczęła się akcja. Najpierw entuzjastyczne okrzyki i zaraz potem wielka gonitwa. Łapać Króla! Nie wiadomo dlaczego zaczęłyśmy uciekać i chować się przed nimi. Ale oni nie odpuszczali. Na szczęście przerwa się skończyła. Oni poszli na lekcje. A my mogłyśmy wrócić na kolejny występ.
Zasapani królowie byli całkiem wiarygodni. W końcu przebyli daleka drogę:)
--
Marta Łada
2011-02-15 22:54:56
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
To była ostatnia próba jasełek przed generalną, która miała być jednocześnie występem dla rodziców.
Napięcie rosło. Mnie również udzieliło się zdenerwowanie. Z niepokojem czekałam na swoją kolej… Teraz ja… Wyszłam na środek sceny … każdy patrzył na mnie zaciekawiony i … nagle wszystkie słowa mi się poplątały. Powiedziałam wogóle coś innego niż miałam powiedzieć. Nawet słowa nie były podobne. Wszyscy , łącznie ze mną .. najpierw zamilkli… by za chwilę wybuchnąć śmiechem. : ) To pozwoliło wyzwolić się trochę spod więzów tremy i na szczęście przed publicznością się nie powtórzyło :)
--
Julia Kluczek
2011-02-15 22:53:53
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
Przez pięć lat grałam różne role, ważne i drugoplanowe. Nigdy nie miałam okazji śpiewać na przedstawieniu, chociaż ciągle o tym marzyłam. Kiedy więc Pani powiedziała - może Ewelina zaśpiewa. - serce z radości zaczęło mi bić coraz mocniej mocniej.
Zabrałam się do ćwiczeń. Chciałam pokazać na co mnie stać. W domu śpiewałam nieustannie. Rodzina chyba miała już trochę dość tego mojego śpiewania, ale nie pokazywali tego po sobie. Wspierali mnie :) za co im dziękuję:)
Nadszedł dzień próby generalnej.
Wstałam przejęta- mój wielki dzień!
A tu ? - niespodzianka! Moje gardło zawładnęła ogromna, złośliwa chrypa.
Starałam się nie wpaść panikę. Przypominałam sobie rozmaite sposoby na odzyskanie głosu. Nawet piłam surowe jajka. Nic nie pomagało!
Po pierwszym występie dołączyła się jeszcze gorączka. Kompletna katastrofa! Byłam zła i przerażona. Miałam być gwiazdą, a wyląduję w łóżku. A tu jeszcze kolejne dwa dni trzeba być w formie.
Nie mogłam się poddać! Jednak moje plany nijak się miały do planów choroby, która upatrzyła sobie mnie za cel.
Na premierze dołączył kaszel. Z wielkim trudem wypowiadałam słowa.
Udało mi się jednak zaśpiewać- nie tak pięknie jak planowałam, ale wszystkim się podobało, a wzruszenie ogarnęło publiczność.
Podczas występu po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Spojrzałam na mamę siedzącą tuż przede mną... jej też płynęły łzy.
To doświadczenie, trud jaki musiałam włożyć w walkę z atakującą chorobą gardła przekonały mnie o mojej decyzji - Chcę być w przyszłości prawdziwą aktorką.
Ewelinka
2011-01-20 09:03:48
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
Komorowo… Klub Garnizonowy… Stary budynek … Wysokie okna … klimacik… obrazy.. stare schody…
I ON - Prawdziwy! Żywy! Leszek Zduń ! Niesamowite!
Autograf ! Koniecznie trzeba wziąć autograf! Kto ma kartkę ?! Nie ma kartki! Pani ma kartki!
Nagle pojawił się problem. Kto podejdzie pierwszy?!
Wśród tylu odważnych raptem nie ma komu.
A co tam ! Do odważnych świat należy! Ja to zrobię!
Zerwałam się szybko z miejsca,póki odwaga mnie trzyma i…
wielkim ślizgiem na szanownym siedzeniu zjechałam po schodach wprost pod nogi pana Leszka
rozbawionego niecodziennym widokiem.
Śmiali się wszyscy!!
Ja tez się śmiałam.
Ale autografy mamy!! hehehe
Aleksandra Galara
2011-01-13 10:20:31
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
Satyra na szkołę tak się wszystkim spodobała, że nawet nagłośnienie zaangażowało się w przedstawienie
i się …wyłączyło. Samo!!
Podczas mojego śpiewania. Piosenka była niełatwa na melodię „Felicita” , której wcześniej nie znałam.
Ledwie zaczęłam :
Awans ci da
niezliczone papiery, drogę kariery, bo
awans ci da
błyski fleszy, kamery, fotki, foldery i ..
Prąd zgasł !!
Serce podeszło mi do gardła.. krew odpłynęła gdzieś daleko. . nagle cisza zapanowała w całej sali … tysiąc oczu wpatrzonych we mnie.. (pewnie zastanawiali się , co zrobię: czy się rozpłaczę? czy ucieknę?)
ale co tam ! wzięłam głęboki oddech i z całych sił wyśpiewałam dalej:
awans ci da
sławę na całym świecie, pewnie już wiecie,
że awans ci da, awans ci da.
awans ci daa
Nie powiem, dumna byłam z siebie.
A publiczność doceniła moją odwagę i nagrodziła wielkimi brawami.
Aleksandra Galara
2011-01-13 10:19:48
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
Wpadka zawsze zdarzyć się może i z tego prawa chętnie korzysta.
Pierwszy raz przeżyliśmy wszyscy niesamowite chwile podczas spektaklu "Czerwony Kapturek". Był to nasz pierwszy występ na prawdziwej scenie, z prawdziwymi reflektorami i ... podczas prezentacji konkursowej w półfinałach MFTA (Mazowiecki Festiwal Teatrów Amatorskich).
Wszyscy się baaardzo starali. Dzieci grające drzewa stały równiutko -ani drgnęły. Dowiedzieliśmy wówczas, że takie nieruchome trwanie na scenie w świetle intensywnych reflektorów to "pułapka", bowiem "drzewa" w połowie przedstawienia zaczęły padać. Na twarzach stojących jeszcze "drzew" wymalowało się przerażenie, zaś Czerwony Kapturek i inni bohaterowie zdawali nic sobie z tego nie robić. Publiczność zorientowała się, że wycinka lasu nie była planowana dopiero wówczas, jak wpadłam na scenę ściągając kolejno upadłe "sosny" i "świerki". Tuż za kotarą czekały na mnie dwie mamy, które zajęły się omdlałymi aktorami.
Sztukę zagraliśmy do końca w przerzedzonym lesie.
Chłopcom nic się nie stało.
Otrzymaliśmy pierwsze wyróżnienie
oraz pouczenie w zakresie zadań dla aktorów grających statyczne role.
W sumie las może szumieć gałązkami.
Zapraszam do kolejnych wspomnień:)
2011-01-13 10:17:41
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 2 Dodaj komentarz
|